//////

Niektórzy uważają, że przyczyną te­go jest to, iż widzowie sprzed telewizorów mają nadzieję zobaczyć na ekranie kogoś ze znajomych. Możliwe, że tak jest rzeczywiście. Czyż jednak nie ma innych, bardziej poważnych przyczyn, które wpływają na zwiększenie emocjonalności w od­biorze? Ludzie, którzy stali się w danej chwili przed­miotem obserwacji kamery, najwidoczniej są dla nas interesujący dzięki swojej pospolitości, skraj­nej zwyczajności (która w każdego rodzaju sztuce zawsze dostarcza widzowi zadowolenia). W ich zachowaniu kryje się zawsze coś nieoczekiwanego.

Telewizja narodziła się na naszych oczach.I     choć jest dopiero na etapie raczkowania, już teraz nie chce ograniczać się wyłącznie do roli dostarczania innych sztuk do naszych domów. Pragnie być samodzielna, pociąga ją codzienność życia. I dlatego widz, stykając się za pośrednic­twem małego ekranu z przejawami życia ukaza­nymi „na żywo” w jakiejkolwiek naturalnej for­mie, reaguje natychmiast wzrostem zainteresowa­nia.Obiektywowi telewizyjnemu potrzebny jest autentyzm życia. Życia z wszelkimi jego niespo­dziankami. Uwypukla nam ostro i atrakcyjnie to, co d z i e j e s i ę, co rodzi się na naszych oczach.Obiektyw telewizyjny jest w swej istocie kroni­karzem.

Czy widzieliście państwo kiedyś fragmenty me­czu piłki nożnej zarejestrowanego na taśmie fil­mowej? Dramatyczne sytuacje meczu, które stały się jednym. z „tematów” kroniki filmowej? Nie byliście na stadionie i nie wiecie, jaki, był prze­bieg gry, jaki jest wyńik meczu, zastąpiło was oko kamery, które spokojnie i beznamiętnie za­rejestrowało wszystkie szczegóły. I równie spo­kojnie będziecie obserwować sfilmowane fragmen­ty meczu w milczącej sali kinowej.A przed telewizorem?Tu wszyscy przemieniamy się w kibiców.Telewizor przekazuje to, co jest w sporcie naj­ważniejsze — dramatyzm chwili. I tu wszystko będzie interesujące, czy będzie to mecz piłki noż­nej, bieg przez płotki, czy też skoki do wody.

Sport jest niezwykle telewizyjny. Zapewne z tych samych powodów tak telewi­zyjny jest cyrk, a ściślej, bezpośrednie transmisje z cyrku. A przecież jakże nudne są pokazy cyr­kowe oglądane na dużym ekranie w kinie. Akro- bata chodzący po linie, iluzjonista wyczarowujący ze swej chustki akwarium z rybkami, poskromi- cielka zwierząt wchodząca do klatki z lwami — z wszystkiego tego w kinie pozostaje wyłącznie czysto widowiskowa strona, gubi się natomiast ów dramatyzm chwili, owo wrażenie niepowta­rzalności spektaklu, który co wieczór powstaje pod kopułą cyrku niejako od nowa, jak gdyby po raz pierwszy i ostatni. 

A w telewizji nie ma, jak to się mówi, oszustwa. Przekazuje się wszystko ryzyko, odwagę, udziela się nam atmosfera ocze­kiwania czegoś niespodziewanego.„Efekt uczestnictwa” — oto co przede wszyst­kim stanowi siłę telewizji.Można wieść spory , o to, czy praca obiektywu telewizyjnego ma cechy artystyczne, nie można jednak kwestionować, że praca ta wymaga duże­go „talentu dziennikarskiego”. A jeśli tak jest, to obecność kamery powinna być niemal wszędzie, przy każdym wydarzeniu dnia, w samym sercu życia. Przekazywać jego bieg, jego rytm.

Rzecz: godna uwagi: wszak kamera posiada ce­chy dziennikarza, dla którego dokumentalność bezpośrednie ujęcie faktów: wziętych z życia, bez jakiejkolwiek inscenizacji nie jest sprawą „ambi­cji zawodowej”, lecz stanowi po prostu język, któ­rym się posługuje.A więc:Wywiad. Publicystyka. Reportaż.Jakież to powinno być interesujące!Publicystyka? Owszem, jest i publicystyka. Chcecie wywiadu? Proszę bardzo. Wszystko to, jak to się mówi, zajmuje pokaźne miejsce w „ra­mówce” naszej telewizji. Wszystko to jest. Lecz oglądane jest najczęściej z uczuciem nudy.Dlaczego? .

Program transmitowany, jest „na żywo” z fa­bryki. Praca wre. W tle widzimy robotników. Jednym słowem, sceneria rzeczywista i w pierw­szej chwili z żywym zainteresowaniem obserwu­jemy sytuację.I    oto na ekranie pojawia się dziennikarz z mi- krofonem w ręku. Od razu odnosicie wrażenie, iż : człowiek ten jest tutaj. zbyteczny, odczuwacie całą sztuczność sytuacji. ; Rozmowa jeszcze nie rozpoczęta,7 a państwu, – nie wiadomo dlaczego, odechciało się już jej słuchać.I    zaczyna się,: następujący w przybliżeniu dia­log:Dziennikarz (w sposób jak najbardziej swobod­ny): Jestem z telewizji. Jak się pan nazywa? Robotnik (sztucznie, jak na lekcji, jakby recyto­wał; wyuczony tekst): Nazywam się Jegorow. Iwan. Nasza brygada…

Dziennikarz (starając się zachować pozory swo­bodnej rozmowy): Doskonale. Czy nie zechciałby pan przesunąć się trochę w bok, aby telewidzo­wie mogli pana zobaczyć. Dziękuję. A teraz może pan powie o  najważniejszym wydarzeniu pań­skiego życia w roku ubiegłym. Chyba jest coś, co panu utkwiło w pamięci? , Robotnik (z gorliwością ucznia): Tak. Nasza bry­gada wykonała plan ostatniego kwartału w stu dwóch procentach. To jednak nie koniec…Dziennikarz wpatruje się w mówiącego z taką miną, jakby nigdy w życiu nie słyszał niczego bardziej zajmującego.

1 2 5 6 7 8 9 10 11 12 13 27 28