//////

Wspaniałe wydarzenie, o światowym znaczeniu, niezwykle ściśle związane z telewizją każe mi przerwać tok rozważań i włączyć na te stronice zapis niemal kronikalny. Czytelnik od razu się do­myśli, gdy tylko wymienię datę. Słowa te brzmią:14 kwietnia 1961 roku..Dziś Moskwa wita Jurija Gagarina, wita pierwszego kosmonautę na świecie. I kroku cu­dowi podboju Kosmosu dotrzymuje w owe dni drugi cud XX wieku — telewizja!Moskwa wita Gagarina. „Pokazują wszystkie stacje telewizyjne Związku Radzieckiego.” Po raz pierwszy słyszy się z ekranu te słowa. 

A później do Mosikwy przyłączają się Praga i Helsinki, Ber­lin, Londyn, Paryż i Rzym — i oto już cała Euro­pa patrzy na Moskwę. W cudowny sposób rozsze­rzyła się widownia telewizyjna, stała się niezliczo­na, można powiedzieć, że cały świat stał się dziś widownią Moskiewskiej Telewizji. Pierwsze wrażenie: na przekór temu wszystkie­mu, co powiedziałem na poprzednich stronicach, a może i na dowód tego, powiększenie widowni telewizyjnej wywołuje przede wszystkim zachwyt, uczucie dumy z potęgi ludzkiego umysłu. 

Myśl skupia się na tym, jak w owej podniosłej1 chwili miliony ludzi zjednoczyła chęć obejrzenia tego, co dzieje się w jednym — teraz najważniejszym — punkcie kuli ziemskiej.Wiele widzialnych i niewidzialnych czynników stoi jeszcze na przeszkodzie zjednoczeniu ludz­kości. Dwoje ludzi, spotka wszy się, nie zawsze może się porozumieć… „chleb”, „dom”, „miłość” — słowa, które leżą u podstaw życia, nawet one w różnych językach brzmią różnie. Różne jest je­dzenie, które stawia się na stół, gdy człowiek pragnie jeść. Różne tradycje i nawyki, wspo­mnienia dzieciństwa, sposób bycia. Nie mówię już o    rozbieżnościach społecznych na świecie. 

Wiele jeszcze spraw dzieli ludzi! Na mapie świata dzie­lą ich granice państw. W mieszkaniu (jakże czę­sto) — cieniutka przegródka między dwoma po­kojami.I jak wielkie, jak ogólnoludzkie musi być zda­rzenie, aby ludzie — wszyscy ludzie — jedno­cześnie przeżywali podniosłe chwile, aby zapano­wała powszechna jedność przeżycia.Przez chwilę wydaje się nawet, że to już wszy­stko było, że o tym wszystkim gdzieś już kiedyś czytałem. Człowiek powraca z Kosmosu. Zjedno­czona, nie rozdzielona językami i granicami ludz­ka rodzina przyjmuje jego sprawozdanie… Stro­nica z powieści fantastyczno-naukowej? Wizja przyszłości?

Lecz gdzie tu fantazja? Oto dziesiątki milionów ludzi przywarło do swoich ekranów telewizyj­nych. Ciekawość? Chęć zobaczenia tego, który w ciągu kilku minut stał się najsłynniejszym czło­wiekiem w świecie? Nie, tu wchodzi w rachubę rzecz inna, o wiele ważniejsza. Tu wydaje mi się .istotne owo naturalne pragnienie zrozu­mienia tego człowieka, poznania go bliżej, chęć osobista dotarcia do jego wnętrza, z pominięciem słów komentatorów, wrzawy konferencji praso­wych i olbrzymiego zdjęcia na pierwszych stro­nach gazet.

W tak osobisty sposób ukazać człowieka nie mo­że ani fotografia, ani film, ani radio. Mogła to uczynić wyłącznie telewizja! Jakbym widział: wyraz milionów twarzy szla­chetnieje — to ludzie zobaczyli na małym ekra­nie Jurija Gagarina. Oto on. Młody, silny, wy­sportowany. Był w Kosmosie przez krótki czas i oto powrócił na Ziemię. Człowiek, któremu wszystko układało się w życiu jak najlepiej. To właśnie on. Prosty i bezpretensjonalny. Przywiózł z Kosmosu swój pogodny nastrój i nieśmiały uśmiech. Uśmiecha się, on, który dowiódł i przy­szłym pokoleniom — swe prawo do miana czło­wieka.

A współczesnym ludziom z ich nieustannymi po­szukiwaniami ideału, koniecznością samopotwier- dzenia swej działalności, potrzebni są właśnie lu­dzie, z których można brać przykład, tacy jak Julius Fućik, człowiek o kryształowym charakte­rze, bohaterska dziewczynka Anna Frank czy też francuski lekarz Alain Bombard, który na małej łódeczce przepłynął Ocean Atlantycki. Takim czło­wiekiem, z którego można brać przykład, który dokonał „czynu stulecia”, zaimponował hartem ducha i odwagą — jest Jurij Gagarin. Dzięki te­lewizji mćgł niejako przebywać w naszych do­mach.

Jurij Gagarin podnosi wartość ludzi w ich własnych oczach. A jeśli spojrzeć szerzej, podnosi potencjał moralny naszych czasów wobec historii.Telewizja była tu rzeczywiście potrzebna. Wy­szła naprzeciw potrzebie chwili, wewnętrznej po­trzebie milionów ludzi. Miała dLa mas w owych dniach pierwszorzędne znaczenie. W miarę swych, nie w pełni jeszcze ujawnionych sił — uczyniła to, do czego została powołana, a co jak już powie­działem, nie zostałoby zrealizowane przez żadną inną sztukę… Oto jak górnolotnie chciałoby się rozprawiać o telewizji.Otwiera ona przed nami cały świat i jednocześ­nie zamyka nas w małym światku domowym.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 27 28