//////

Mam na myśli najwyższą jakość programu pod względem warsztatowym.  Oczywiście nieodzowna jest ona wszędzie. W telewizji jest nie tylko — czym jestem przekonany —: bardziej potrzebna niż gdziekolwiek indziej, lecz stanowi, jeden z wa­runków , wstępnych, niejako . założenie normalnej pracy. Bez najwyższej. jakości swych programów telewizja dosłownie przestaje istnieć. A niestety zbyt często zaczyna oddziaływać ,w kierunku wręcz przeciwnym. Zarówno Ostrowski, jak Czechow to wielcy dramatopisarze. Sztuka Ostrowskiego zagrana „przeciętnie” mimo wszystko pozostaje wielkim dramatem i dostarcza określonej satysfakcji wi­dzom. Ale. już Czechow wystawiony „przeciętnie” niespodziewanie staje się pisarzem drugorzędnym w przypadku takiego spektaklu widz zawsze ma pretensje do autora, a nie, do aktora.

Podobne /przypadki można zaobserwować za­równo w sztuce,/nauce, technice, jak w życiu,  dzie wyższa jakość jest normą, jedyną możliwą formą istnienia, gdzie nie ma miejsca na rzeczy drugiego czy trzeciego gatunku, istnieje tylko możliwość tworzenia dobrej jakości lub złej.Taka jest i telewizja z jej wszystko widzącymi oczami kamer, z jej odwoływaniem się do milio­nów ludzi, wreszcie z jej wyczuleniem na prawdę.Na naszych oczach rodzi się nowa sztuka, która nie tylko odrzuca, lecz sama demaskuje fałsz. Dokumentalizm, autentyzm, leżą tutaj — jak mó­wiliśmy — u samych jej podstaw, stanowią nie­jako punkt wyjściowy jej estetyki.1 „Absolutny słuch” na prawdę — oto, co od natury otrzymała w darze telewizja. Trzeba przyznać, że urodziła się ona „w czepku”.                                                 

Najważniejsze, zasadnicze elementy specyfiki tele­wizyjnej zostały już określone i nikt nie wy­stępuje przeciwko nim. Jeszcze/przed kilku laty stanowiły coś nowego, trzeba było szukać.odpo­wiednich słów w celu’ich określenia, dziś nato­miast wszyscy dobrze wiedzą, że: telewizji nie należy czytać, lecz mówić’ kontakt z widzem w telewizji ma charakter kameralny, intymny,— program – telewizyjny wywołuje -, u widza poczucie współuczestnictwa, tak zwany „efekt obecności’zachowanie się przed obiektywem  kamery powinno być naturalne, nosić znamiona impro­wizacji. 

Mówiąc „impro­wizacja”, dodajemy: „owszem, lecz nie wyklu­czająca starannego przygotowania”. Mówiąc „in­tymność”, zastrzegamy, że „taka, jaka nie jest sprzeczna ze społecznymi zadaniami telewizji”.Nawet nie zauważyliśmy, jak owe prawdy przestały wzbudzać wątpliwości i stały się aksjo­matami. Choć jeszcze nie potwierdziła ich w ca­łej rozciągłości praktyka, już brzmią dla naszego ucha jak komunały. Trzeba jeszcze o nie wal­czyć, a już — jak wszelkie komunały — pragnie się je zrzucić z piedestału.

 

Jednakże pragnę rozpocząć go od sprawy, wy­dawać by się mogło, czysto warsztatowej.Herakliusz Andronikow- w artykule , Słowo ^ pi­sane i mówione, stwierdza m.in., że,słowo mó­wione, wzmocnione intonacją, mimiką, gestem, ma w telewizji przewagę nad słowem czytanym.; Czy jest to pogląd słuszny? Słuszny! Andronikow pod­kreśla szczególne znaczenie słowa mówionego; na małym ekranie, dopatruje – się w nim jednej z cech specyficznych’ telewizji. Czy słusznie? Słusznie! Jak mi się jednak wydaje, ’już w samym po­stawieniu sprawy, .w wysunięciu jej przez Andro- nikowa na plan pierwszy, jest coś nieprecyzyjne­go. Czytać czy mówić? Czy tego rodzaju dylemat w ogóle istnieje? Moim zdaniem, można zarówno czytać, jak mówić. 

Nie należy z tego robić pro­blemu estetycznego. I tym- bardziej nie należy odpowiedzi na to pytanie traktować jak nienaru­szalnego prawidła zachowania: się przed kamerą telewizyjną. Wyłącznie mówić! Broń Boże — czy­tać!.Włączmy więc telewizor i spójrzmy na ekran. Nadawany jest program Poeta i obywatel po­święcony Mikołajowi Niekrasowowi. Przygotowa­no go z okazji sto czterdziestej rocznicy urodzin poety. Zaczyna się zapowiedzią- Anny Szyłowej. Prezenterka nie czyta, nie zagląda do kartki mówi. Robi nastrojowe przerwy. Dobiera’słowa. Patrzy prosto w obiektyw kamery. 

Dodajmy, że Anna-Szyłowa jest jedną z naszych najlepszych prezenterek, że w każdej sytuacji pozostaje sobą,ujmuje prostotą i szczerością — czegóż żądać wię­cej od prezenterki? Lecz widzowi coś przeszka­dza w oglądaniu programu, wyczuwa w nim coś niewłaściwego i przestaje interesować się pro­gramem. Jest przekonany, że gdzieś tu kryje się jakiś fałsz.Ale jaki? ..Spróbujmy . się zorientować. Zastanówmy się, czyj tekst przekazuje nam spikerka. Własny? Nie. Przecież nie od siebie, w swoim imieniu, opowia­da nam o Niekrasowie. Oznacza to więc, że tekst napisany został’ przez jakiegoś historyka litera­tury’i prezenterka nauczyła się go na pamięć.

Pierwszy fałsz pociąga za sobą. następny.’ Im- prowizacyjny : charakter” tekstu o ” Niekrasowie sprzeczny jest niejako z osobowością; Anny Szyłowej, z jej emploi jako’ prezenterki. Nie jesteśmy całkiem pewni, czy krąg zainteresowań tej miłej, subtelnej pani (wielu widzów telewi­zyjnych mówi’o niej po prostu „Ania”) to właśnie r&znoczyńcy i ruchy’ rewolucyjne’ z połowy ubie­głego wieku. Po chwali nasza urocza prezenterka kończy swe wystąpienie^zapowiedzią, iż „oddaje.głos Korne­lowi Czukowskiemu”.Kamera , pokazuje Czukowskiego, który wy­jaśnia, iż poproszono go, aby wystąpił w telewizji z okazji rocznicy niekrasowowskiej.

1 2 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28