//////

Archiwum kategorii: Telewizja i my

Program transmitowany, jest „na żywo” z fa­bryki. Praca wre. W tle widzimy robotników. Jednym słowem, sceneria rzeczywista i w pierw­szej chwili z żywym zainteresowaniem obserwu­jemy sytuację.I    oto na ekranie pojawia się dziennikarz z mi- krofonem w ręku. Od razu odnosicie wrażenie, iż : człowiek ten jest tutaj. zbyteczny, odczuwacie całą sztuczność sytuacji. ; Rozmowa jeszcze nie rozpoczęta,7 a państwu, – nie wiadomo dlaczego, odechciało się już jej słuchać.I    zaczyna się,: następujący w przybliżeniu dia­log:Dziennikarz (w sposób jak najbardziej swobod­ny): Jestem z telewizji. Jak się pan nazywa? Robotnik (sztucznie, jak na lekcji, jakby recyto­wał; wyuczony tekst): Nazywam się Jegorow. Iwan. Nasza brygada…

Dziennikarz (starając się zachować pozory swo­bodnej rozmowy): Doskonale. Czy nie zechciałby pan przesunąć się trochę w bok, aby telewidzo­wie mogli pana zobaczyć. Dziękuję. A teraz może pan powie o  najważniejszym wydarzeniu pań­skiego życia w roku ubiegłym. Chyba jest coś, co panu utkwiło w pamięci? , Robotnik (z gorliwością ucznia): Tak. Nasza bry­gada wykonała plan ostatniego kwartału w stu dwóch procentach. To jednak nie koniec…Dziennikarz wpatruje się w mówiącego z taką miną, jakby nigdy w życiu nie słyszał niczego bardziej zajmującego.

Robotnik (wciąż tym samym tonem): …i nie spo­czniemy na laurach. W następnym kwartale posta­ramy się wykonać plan w stu pięciu procentach. Dziennikarz (z zadowoleniem odpowiada za swe­go rozmówcę): I to była. dla pana najważniejsza sprawa roku ubiegłego. Robotnik: Właśnie to.Dziennikarz (wzdychając z ulgą, już bez jakiego­kolwiek zainteresowania swoim rozmówcą): Dzię­kuję panu w imieniu naszych widzów. Życzę, aby i    rok bieżący był dla pana równie owocny w wy­darzenia jak zeszły (przechodzi z mikrofonem do następnego stanowiska pracy).

Obiektyw kamery telewizyj­nej jest bardziej wnikliwy niż nasze oko, za­trzymuje się na . twarzach przechodniów, spo­strzega, że każdy dom ma własny charakterysty­czny wygląd, dostrzeże, to, co nam trudno do­strzec w codziennym, pejzażu ulicznym. To coś w rodzaju zbliżenia obrazu w kinie… A jakież zajmujące bywa – odkrywanie rzeczy nowych w naszym codziennym życiu, w tym, co nas ota­cza! Czy właśnie w owym „podpatrywaniu” ży­cia, najnormalniejszego życia, nie tkwią wyjątko­we możliwości telewizji? Czy nie tędy wiedzie jedna z dróg, która z czasem zaprowadzi ją na Parnas?

Lecz na razie na naszym małym ekranie dzieją się rzeczy następujące. Podobnie jak w przypadku owej fikcyjnej roz­mowy w fabryce teraz na ulicy pojawia się dzien­nikarz. Mówi najpierw kilka słów od siebie, po czym zwraca się do milicjanta, który reguluje ruch, i prosi go, aby zatrzymał któryś z przejeż­dżających’ samochodów, gdyż chciałby porozma­wiać z kierowcą. Milicjanta wcale to nie dziwi. Zatrzymuje przejeżdżający samochód. Wychodzi z niego kierowca w futrzanej czapce i zimowym płaszczu. Również nie jest wcale zdziwiony. 

Nie dziwi go ani fakt, iż zatrzymano go pośrodku ulicy, ani też to, że ma powiedzieć kilka słów do mikrofonu. Nie wahając się ani chwili zaczyna mówić o tym, że dostał nowe mieszkanie, że prze­kroczył plan…Każdy iz widzów oczywiście wie, że wszystko to zostało z góry ustalone, wierzy jednak równo­cześnie każdemu słowu kierowcy. Dlatego że program ów jest dla nas jakimś zainscenizowanym widowiskiem, w którym jakiś statysta (w danym przypadku pewien kierowca) odpowiada na pyta­nia o charakterze ankietowym. Do tego w isto­cie rzeczy sprowadzają się niemal wszystkie wy­wiady w telewizji.

Powtarzam, sprawa wcale nie polega na „lite- rackości” rozmów (panowie dziennikarze, piszcie dla siebie i dla swych’rozmówców teksty, które przypominałyby bardziej „słowo mówione”). Rzecz w tym, że każdy tego rodzaju wywiad, gdy tylko się rozpocznie, zatrzymuje naturalny bieg życia. Nie wiem, jak to nazwać — audy­cją radiową z jednoczesnym przekazywaniem obra­zu, kroniką filmową czy amatorskim spektaklem, wiem tylko jedno — z telewizją nie ma to nic wspólnego.   Co więc robić? Zasypywać rozmówcę pytaniami?. Czy też zadawać innego typu pytania?Nawiasem mówiąc, w dziedzinie wywiadów te­lewizja nasza nie ma niestety najlepszego do­świadczenia.

Do pewnego klubu (wydaje mi się, że program skądś transmitowano) telewizja zaprosiła mło-‚ dych ludzi, którzy uważali, iż są.;, szczęśliwi. Pra­wie przez godzinę prowadzący ów program pod­chodzili do zaproszonych gości pytając ich, dla­czego uważają, iż są szczęśliwi. „Jestem szczęśli­wy, bo zdałem egzaminy”, „jestem szczęśliwy, gdyż w pracy wszystko mi się dobrze układa”, „jestem szczęśliwy, bo poznałem Marię” — brzmia­ły odpowiedzi kilkudziesięciu młodych „szczęśliw­ców”, którzy przybyli na spotkanie z telewizją, by doczekawszy się [swej kolejki, złożyć przed kame­rami swoje wyznanie.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 22 23