//////

Archiwum autora: admin

Panie te . sie­działy za stołem w jednym rzędzie. Zapowiadał Igor Kiriłłow, który również prowadził program. Leontiewa, Szyłowa 1 Żylcowa przeobraziły sdę w aktorki. W czasie trwania owego półgodzinne­go programu, grały swoje role. Odczytywały tekst w sposób odpowiedni, z zawodowym zacięciem. Telewizja najwyraźniej zamierzała tyra progra­mem podnieść autorytet prowadzących.. Program przygotowany był starannie, na końcowej plan­szy widniało nawet nazwisko reżysera-konsultan- ta. Nie wiem jak dla kogo innego, lecz dla mnie był to bodaj jedyny raz, kiedy Leontiewa prze­stała mnie interesować. Czytała tekst znakomi­cie — lecz cóż z tego? Mamy przecież wiele świetnych aktorek.

Sądzę, że Leontiewa właśnie dlatego-jest inte­resująca, że odbieramy. ją nie jak aktorkę. Dla nas jest to bardzo ważne, że Leontiewa nie „gra roli”, lecz spotykając się z nami jest po prostu „zwyczajną kobietą”, jakby naszą przedstawiciel­ką po tamtej stronie ekranu. Właśnie dlatego mo­że nie uczyć się na pamięć tekstu ani nie musi udawać serdeczności. Leontiewa posiada talent znacznie rzadszy niż umiejętność wcielania  się w dowolną postać, talent pozostawania sobą w każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie.Całe te rozważania mogą się wydać nie tak znów ważne. 

Jednakże dla telewizji, moim zda­niem, nic nie ma bardziej istotnego znaczenia i praktycznie nic nie jest ważniejsze poza sprawą wiążącą się z istotą kontaktu między czło­wiekiem z ekranu a człowiekiem sprzed telewizo­ra. W ogóle mało zajmujemy się mechanizmami rządzącymi percepcją sztuki. W przypadku in­nych sztuk lub widowisk (nie będziemy wieść spo­rów o terminy), być może, nie jest to istotne. W przypadku telewizji nie można się bez tego obejść. Moim zdaniem, sprawa percepcji jest tu­taj problemem pierwszoplanowym.

Nie wiem, czy zwróciliście państwo uwagę na to, jak ludzie siedzący przed telewizorem ożywia­ją się, gdy kamera zaczyna pokazywać widownię jakiejś sali koncertowej. Wydawać by się mogło, że nie ma ,w tym nic interesującego. Przecież właściwie pragniemy oglądać to, co się dzieje na estradzie. Raczej powinniśmy być niezadowoleni, że przeszkadza nam się w oglądaniu występów artystycznych, ukazując w zamian najzwyklejsze twarze najzwyklejszych ludzi, tych, których spoty­kamy w autobusie, na ulicy, w pracy. Można po­wiedzieć, że z reguły zainteresowanie programem wzrasta, gdy tylko kamera zaczyna pokazywać publiczność.

Niektórzy uważają, że przyczyną te­go jest to, iż widzowie sprzed telewizorów mają nadzieję zobaczyć na ekranie kogoś ze znajomych. Możliwe, że tak jest rzeczywiście. Czyż jednak nie ma innych, bardziej poważnych przyczyn, które wpływają na zwiększenie emocjonalności w od­biorze? Ludzie, którzy stali się w danej chwili przed­miotem obserwacji kamery, najwidoczniej są dla nas interesujący dzięki swojej pospolitości, skraj­nej zwyczajności (która w każdego rodzaju sztuce zawsze dostarcza widzowi zadowolenia). W ich zachowaniu kryje się zawsze coś nieoczekiwanego.

Telewizja narodziła się na naszych oczach.I     choć jest dopiero na etapie raczkowania, już teraz nie chce ograniczać się wyłącznie do roli dostarczania innych sztuk do naszych domów. Pragnie być samodzielna, pociąga ją codzienność życia. I dlatego widz, stykając się za pośrednic­twem małego ekranu z przejawami życia ukaza­nymi „na żywo” w jakiejkolwiek naturalnej for­mie, reaguje natychmiast wzrostem zainteresowa­nia.Obiektywowi telewizyjnemu potrzebny jest autentyzm życia. Życia z wszelkimi jego niespo­dziankami. Uwypukla nam ostro i atrakcyjnie to, co d z i e j e s i ę, co rodzi się na naszych oczach.Obiektyw telewizyjny jest w swej istocie kroni­karzem.

Czy widzieliście państwo kiedyś fragmenty me­czu piłki nożnej zarejestrowanego na taśmie fil­mowej? Dramatyczne sytuacje meczu, które stały się jednym. z „tematów” kroniki filmowej? Nie byliście na stadionie i nie wiecie, jaki, był prze­bieg gry, jaki jest wyńik meczu, zastąpiło was oko kamery, które spokojnie i beznamiętnie za­rejestrowało wszystkie szczegóły. I równie spo­kojnie będziecie obserwować sfilmowane fragmen­ty meczu w milczącej sali kinowej.A przed telewizorem?Tu wszyscy przemieniamy się w kibiców.Telewizor przekazuje to, co jest w sporcie naj­ważniejsze — dramatyzm chwili. I tu wszystko będzie interesujące, czy będzie to mecz piłki noż­nej, bieg przez płotki, czy też skoki do wody.

Sport jest niezwykle telewizyjny. Zapewne z tych samych powodów tak telewi­zyjny jest cyrk, a ściślej, bezpośrednie transmisje z cyrku. A przecież jakże nudne są pokazy cyr­kowe oglądane na dużym ekranie w kinie. Akro- bata chodzący po linie, iluzjonista wyczarowujący ze swej chustki akwarium z rybkami, poskromi- cielka zwierząt wchodząca do klatki z lwami — z wszystkiego tego w kinie pozostaje wyłącznie czysto widowiskowa strona, gubi się natomiast ów dramatyzm chwili, owo wrażenie niepowta­rzalności spektaklu, który co wieczór powstaje pod kopułą cyrku niejako od nowa, jak gdyby po raz pierwszy i ostatni. 

1 2 3 4 5 6 7 8 9 23 24