//////

Archiwum autora: admin

Ten rodzaj jej funkcji nie podlega dyskusji. Lecz gdzie zaczyna się telewizja jako taka? Telewizja jako zjawisko, telewizja jako rodzaj ‚widowiska, telewizja jako sztuka — nie wiemy nawet, jakich słów użyć, jak określić to, o  czym mówimy.Słyszy się ciągle, że roztacza się przed telewi­zją ogromna przyszłość. Lecz stwierdzenie to przyjmuje się na wiarę. Jakie są możliwości este­tyczne telewizji jako takiej? Konkretniej — czym dzisiaj jest telewizja? Co może osiągnąć? Czy spełnia swoje zadania, to znaczy, w jakim stopniu spełnia swoje powołanie?

Rzadko jednak zdobywamy się na wysiłek, aby zastanowić się nad sprawami prostymi i oczy­wistymi. A zastanowić się nad tym, jak pracuje Leontiewa, warto. Leontiewa bowiem, moim zda­niem, jak gdyby przewidziała, wyczuła niejako — znacznie wcześniej niż inni — to, jak należy za­chowywać się przed obiektywem kamery telewi­zyjnej. ‘ Wyobraźcie sobie przez chwilę, że na naszym ekranie pojawia się nowa prezenterka (my, widzo­wie, zawsze bardzo żywo reagujemy na tego ro­dzaju „wydarzenia”)- Jest niezwykłej wprost uro­dy. 

Jasnooka, z warkoczem owiniętym wokół gło­wy, jakby wyszła z ram obrazu – Wenecjanowa. Siedzi sobie nasza piękność w nowoczesnym fote­lu i powoli, niskim głosem odczytuje wiadomości z kraju i ze świata… Na pewno zaprotestujecie. Powiecie, że to jakaś pomyłka. Ta niezwykła uroda wyda się wam nienaturalna, wręcz nie na miejscu, można ją uznać za zbyteczną ozdobę…Dojrzałość charakteru — oto co bodaj że prze­de wszystkim sprawia, że Leontiewa wydaje się tak bezpośrednia na małym ekranie. 

Nas nie inte­resuje osobowość prezenterki, która odczytuje re­klamę firmy perfumeryjnej. Jednakże zadania prowadzącego program są znacznie większe. Ma­my też doń absolutnie inny stosunek. I rodzaj kontaktu jest również zupełnie inny. Leontiewa nie ogranicza się tylko do samego mówienia do obiektywu. Nie tylko wczuwa się w prowadzony przez siebie program, ale stara się również jak gdyby odgadnąć „nastrój widza”. Niekiedy tylko, gdy się uśmiechnie, ulatuje wszy­stko to, co „oficjalne”, i następuje moment kon­taktu między widzem a osobą z ekranu.

Jeśli – trochę puścimy wodze fantazji,;, można z dużą dozą prawdopodobieństwa – wyobrazić so­bie owego widza-partnera, do którego zwraca się z ekranu Walentyna Leontiewa.Musi to być człowiek inteligentny, bystry, z po­czuciem humoru (Walentyna Leontiewa lubi być ironiczna), człowiek na wskroś współczesny, ce­niący sobie ludzi, którzy posiadają zawsze własne zdanie i we wszystkich sytuacjach pozostają so­bą. Rzecz jasna, że wyobrażenie sobie takiego wła­śnie widza pomaga Walentynie Leontiewie w osią­ganiu owej swobody, pewnego „improwizacyj- nego charakteru” jej zachowania przed obiekty­wem, co stanowi tak ważny element składowy jej pracy.

Nie chciałbym mianem sprytu określać cechy, którą powinien posiadać każdy.prowadzący pro­gram telewizyjny, czy będzie to dyskusja, czy te­leturniej. Dla mnie jako widza nie jest istotna idealna praca kamer, bezbłędne przechodzenie z jednego kadru w drugi. Dla mnie ważne przede wszystkim jest wewnętrzne (być może nawet pod­świadome) przekonanie, iż Walentyna Leontiewa mówi „od siebie” i w każdej chwili może postą­pić tak lub inaczej, jednym słowem, że nie trzy­ma się kurczowo wytycznych scenariusza, że mam do czynienia z działaniem spontanicznym, które rodzi się na moich oczach. 

Może się to wydać dziwne, ale właśnie to sprawia, iż każdy jej gest i krok staje się dla mnie wiarygodny! Znamy wszyscy, ów przykry widok mówiącego aktora lub spikera, który nie zna dobrze wypo­wiadanego przez siebie tekstu. Gotowi jesteśmy zapaść się pod ziemię ze wstydu, gotowi jesteśmy podpowiedzieć mu odpowiednie słowa… Już nie śledzimy toku jego myśli, lecz drżymy tylko, aby znów nie przydarzyła mu się „wpadka”, modlimy się, aby znów nie zapomniał tekstu.Jeśli przejęzyczy się Walentyna Leontiewa, wca­le nas to nie razi, nie przeszkadza nam to. Nie- składność jej wypowiedzi, zająknięcia, przerwy — wszystko to jest naturalne. 

Przecież zawsze jest człowiekowi przyjemnie, gdy jego partner w roz­mowie, nie mówi jak z książki, gotowymi zdania­mi, lecz mówi swobodnie, myśląc o jego obecności, dobierając odpowiednich, najwłaściwszych w da­nym przypadku słów. W telewizji .magia ży­wego słowa jest szczególnie wielka! Wydawać by się mogło, że prowadzi to do kon­kluzji, iż działalność Leontiewy wychodzi poza ramy pracy prezentera programu i graniczy już niemal z aktorstwem. Czy tak jest w istocie?Pewnego razu w studio telewizyjnym urządzono naszym najlepszym prowadzącym swoistego ro­dzaju benefis. Walentyna Leontiewa, Anna Szy- łowa i Świetlana Żylcowa w specjalnym progra­mie czytały opowiadania Czechowa. 

1 2 3 4 5 6 7 8 23 24