//////

Archiwum autora: admin

Nic tak nie burzy tego dystansu jak fałsz emo­cjonalny, emfaza, demagogia we wszelkich’ for­mach— od jawnej do skrytej.Dystans zaufania!Na ekranie widzimy starą schorowaną kobietę, jedną z tych,’ jakich tysiące spotykamy na ulicach naszych miast, podwórzach naszych domów. Mo­że to być lekarka lub nauczycielka. Ubrana jest w skromną suknię, ozdobioną broszką.To Dolores Ibarruri.Zaczyna mówić.. Mówi zupełnie inaczej niż po­zostali uczestnicy. programu. Nie ma w jej sło­wach egzaltacji, wyczuwa się tylko większe o d- danie sprawie niż u innych…Ibarruri mówi po hiszpańsku. W głosie jej brzmi muzyka, – która łączy poszczególne słowa i zdania w jeden strumień. Tak dźwięczały spiżo­we strofy Pabla Nerudy (sam czytał je swym wspaniałym głosem). 

W owym monologu starej kobiety nie było ni­czego, co powodowałoby rozdźwięk między jej wy­glądem zewnętrznym a jej słowami. ‘ Przeciwnie, twarz jej wydawała się nam patetyczna, pomni­kowa.Była to autentyczna, nieśmiertelna Dolores Ibarruri!  Wszelkie ustalenia specyfiki telewizyjnej runęły w posadach. Patetyczny ton wypowiedzi nie spra­wiał w– tynu przypadku wrażenia czegoś sztucznego, nienaturalnego. „Zwykły, potoczny ton roz­mowy” nie jest warunkiem obowiązkowym, jak się okazało, do nawiązania kontaktu między czło­wiekiem z ekranu i widzem. Przekonanie o słusz­ności sprawy i wewnętrzne oddanie się jej – wpro­wadzały w danym przypadku na „dystans zaufa­nia” najwznioślejsze uczucia i wielkie słowa.

Ekran telewizyjny demaskuje kłamstwo. Choćby nie wiem jak głęboko było ukryte, mały ekran wydobywa je i zwielokrotnia wprawiając widzów w irytację, zmuszając ich niejednokrotnie do wy­łączenia telewizora.Prawda, – uczciwość — oto podstawy telewizyj­nego kodeksu moralnego. Ów demaskatorski charakter naszego domowego ekranu- nie podlega dyskusji. Gdy. kilka lat temu spisywałem swe pierwsze’ wrażenia widza telewi­zyjnego, myśl o tym, że prawda jest podstawą ję­zyka, którym powinna posługiwać się telewizja, stale mnie nurtowała. I nurtuje mnie do dziś.A zatem ekran telewizyjny demaskuje kłam­stwo. Wielkie czy małe — wszystko jedno.Chciałbym teraz zatrzymać się na kłamstwie s „małym”, często niepotrzebnym, niejako bezinte­resownym, a jednakże decydującym o niepowo­dzeniu całego programu.

Młoda dziennikarka trzymając w ręce mikro­fon przechodzi z  jednego pokoju do drugiego. Przeprowadzana jest transmisja – mająca pokazać, jak dzieci z pewnego podwórka spędzają wolny czas. Dziennikarka wprawnie przeprowadza roz­mowy z dziećmi. Najwyraźniej pragnąc nadać te­mu, co się dzieje, większą wiarygodność, reporter­ka przechodząc z pokoju dó pokoju zapytuje dzie­ci: „Dokąd przejdziemy teraz?’’Dość! Nieprawda!-Chyba jasne jest. dla każdego, że jej trasa zo­stała z góry ustalona, że odbyły się próby całego widowiska, zresztą po chwili, gdy dzięki tak „za­skakującemu chwytowi” „ znaleźliśmy się w por mieszczeniu kółka dramatycznego, sami mogliśmy się o tym : przekonać . ujrzawszy,.; dzieci zamarłe w bezruchu i oczekujące na sygnał włączenia się kamer. 

Być może w przyszłości telewizyjne reportaże będą nadawane bez prób i bez przygotowań. W tym widzę sens telewizji w ogóle. Zresztą dziś najlepsze telewizyjne programy dokumentalne są właśnie realizowane w ten sposób. Lecz skoro po­trzebna jest inscenizacja — niechaj będzie. Tylko nie wolno krygować się i udawać, że’jej nie ma. Jest to (w swojej – istocie) podobny dylemat do tego, który każe rozstrzygać — czytać czy mówić? Potrafisz mówić spokojnie, precyzyjnie, od sie­bie — mów! Nie należy tylko wkuwać cudzych tekstów na pamięć…Jeszcze: jeden przykład „małego kłamstwa”.Przed obiektywem kamery występuje w studio para radzieckich lekarzy, mąż i żona (tak ich nam przedstawiono). Mieszkali prawie rok w Iraku, lecząc miejscową ludność. 

Mogą nam więc zapew­ne wiele ciekawych rzeczy powiedzieć. Program skonstruowany jest w formie rozmowy. Mówią na przemian raz on,’ raz ona. Ilustrują swe wypowie­dzi fotografiami. Mówią o sprawach – prostych i ludzkich. O tym, że początkowo ludność im nie dowierzała, że nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego lekarze radzieccy nie biorą za leczenie honora­riów.                !Jednym słowem, tekst dialogu, gdybyśmy roz­patrywali go oddzielnie, bez wątpienia, wydałby się nam żywy i zajmujący.A jednak program okazał się nieciekawy i jakiś zbyt oficjalny. Nie udaje nam się nawiązać kon­taktu z tymi, wydawałoby się, – sympatycznymi młodymi ludźmi. W programie pobrzmiewa’jakiś fałsz.’Nie od razu udało mi się go odkryć. 

1 2 20 21 22 23 24