//////

Archiwum autora: admin

Otworzyliśmy przed telewizją drzwi naszego do­mu, jak gdyby wprowadziliśmy ją do swojej ro­dziny, mamy więc prawo stawiać jej określone wymagania, także te, aby była zgodna z kodeksem moralnym. ‚  W ten sposób: problematyka estetyczna łączy się w telewizji z problematyką moralną. Jest to jedna z najbardziej interesujących właściwości (i jakże mało przebadana przez krytykę) telewizji.Demókratyzm. Symplifikacja. Maksymalna improwizacyjność. Oto cechy, które chciałoby się przede wszystkim wymienić. Demokratyzm? Tak. Wieczorowa suknia, wy­dekoltowane ramiona, biżuteria nie rażą na sali koncertowej’— tu jednak wydaje się to nie tylko zbędne, ale , stanowi przeszkodę w nawiązaniu kontaktu z aktorką. 

Pierwsze wrażenie — naogół . pozytywne. Dziennikarz, i który przeprowadzawywiad, : sam bardzo dużo mówi.:Jest to -błąd z punktu widze­nia kompozycji, programu, pomijam to, że trochę nietaktowne wobec zaproszonego do studia gościa. Przecież widza interesuje przede wszystkim to, co powie Petrosjan… Zamiast tego zasypany jest nie­istotnymi informacjami w rodzaju tej, że Pe­trosjan jest chory na grypę i ma gorączkę (jeśli była to prawda — to niewątpliwie byłoby lepiej, aby pozostał w domu). Prowadzący nadmienia też,. że Petrosjan ma w domu magnetofon (nie wiadomo, po co widzowi owa informacja brzmią­ca, nawiasem mówiąc, trochę chełpliwie, gdyż ma dać widzowi do zrozumienia, że reporter „bywa” ii znakomitego szachisty…).

‚Drugie wrażenie też jeszcze nie wiąże się z „za­gadnieniami moralnymi”. Po prostu dziennikarz zachowuje się przed kamerą w sposób zbyt egzal­towany. „Nie rozumiem, po co — myśli sobie widz mimo woli —’ prowadzący tak się popisuje przed kamerą?”. …Wreszcie jednak pojmuje istotę rze­czy— nie jest to popis dla popisu, lecz popis przed Petrosjanem!Oczywiście jakież to proste! Że też nie odkry­liśmy tego wcześniej! Za potokiem słów, za spe­cjalnie eksponowaną swobodą zachowania kryje się’ uniżoność — (sąsiedztwo dziwne, lecz w pełni prawidłowe!). Pytania nie są po prostu pytania­mi, lecz zamaskowanymi komplementami. I w ogó- le’jest coś służalczego w całym tonie rozmowy z’ arcymistrzem szachowym. 

Służalczość owa sta­wia w głupiej sytuacji samego Petrosjana (wy^. raźnie widzimy, że czuje się nieswojo) i jest poni­żająca dla widzów –— przecież przedstawiciel tele­wizji przeprowadza wywiad z arcymistrzem w ich imieniu.Nie można przed kamerą opowiadać o swoim spotkaniu z piłkarzem Igorem Netto (gorącym en­tuzjastą Petrosjana) w następujący sposób: „Gdy rozmawiałem z Igorem, powiedziałem mu, słuchają stary…” Tu nieodzowny jest takt, skromność, koniczność — i wszelka nonszalancja jest nie-iia’ miejscu, wygląda fałszywie, a dla widzów jest wręcz obraźliwa.     Nie pisałbym zapewne tak ostro o tym dzien­nikarzu, gdybym nie zastrzegł: sobie poprzednio prawa do wypowiedzenia ogólnych uwag krytycz-> nych. Rzecz nie polega na braku taktu tego cży’ innego-sprawozdawcy telewizyjnego. 

Można go nawet’usprawiedliwić tym, że stracił przed ka­merą głowę, wpadł w egzaltację… Istotne jest to,’ że do głosu doszła wspomniana juiż właściwość telewizji, zdolność do ukazywania zjawisk w pówiększemu, ich klasyfikowania.  Należy zawsze pamiętać o owej „powiększają-: cej” funkcji telewizji.  Intymny „dystans zaufania”, który człowieka z ekranu zbliża do człowie­ka’sprzed telewizora, okazuje się surowym spraw­dzianem..Wielu widzów pamięta zapewne programy* poświęcone naszym czasopismom literackim.; Nada­no kilka tego rodzaju programów. Te, które udałtf mi. się zobaczyć,’ pełne były minoderii. Każdy z.’uczestników polecał swego sąsiada widzom tele­wizyjnym w następujący, na przykład, sposób: Z największą przyjemnością oddaję teraz głos mojemu staremu przyjacielowi, znakomitemu dra- matopisarzowi i wybitnemu poecie, którego wier­sze państwo zapewne czytaliście d lubicie je, wy­bitnemu działaczowi społecznemu, członkowi kole­gium redakcyjnego naszego miesięcznika, koledze X…” 

Działacz siedział nieruchomo, nawet okiem nie imrugnął i patrzył w obiektyw… O czym myślał?Nasuwają; mi. się na myśl słowa, Ilfa: „Panie Boże, za coś tak strasznie pokarał działacza spo­łecznego?” Swietłana Winogradowa, młody muzykolog (w programie Romanse Kabalewskiego), do prze­sady „intymnie” rozmawia ze mną, widzem, na­zbyt serdecznie spogląda mi w oczy, a do jej omdlewającego głosu wkradają się takie nutki, że ,;dystans zaufania” zaczyna stawać się niebez­pieczny i mimo woli odsuwam się odrobinę ze swym fotelem od telewizora… A jak jej samej podoba się to, co mówi! Jaka z siebie zadowolona, niemal upaja się swymi sło­wami! Z jakimnamaszczeniem wymawia każde siowoL: Nie powie nigdy „Kabalewski”, lecz za­wsze ; „Dymitr Borysowicz” i delikatnie, wstrzy­mując oddech w piersi, spuszcza przy tym oczy. 

Bobi to tak, że widz dochodzi do wniosku, iż jego obecność przed telewizorem jest; nietaktem… Re­żyser, pragnąc jeszcze wzmocnić wymowę : pro­gramu, ustawił – wazonik z kwiatuszkiem i wciąż kierował nań jedną z kamer, podkreślając czuło-, stkowość obrazu.Tak – postępować nie można! Poufałość, senty­mentalna i w złym guście jest równie żenująca dla widza jak uniżona nonszalancja dziennikarza, który: przeprowadzał wywiad z Petrosjanem, czy wzajemne grzecznościowe obdarzanie się komplementami Kassila i Aleksina bądź pompatyczne wypowiedzi uczestników zebrania redakcyjnego, że ograniczę się do cytowanych wyżej przykładów. Na owym „dystansie zaufania”, wytworzonym przez telewizję niebezpieczne są .wszelkie próby „przypodobania się”, wszelkiego rodzaju  umizgi.

Telewizja pod względem moralnym jest bardzo wymagająca wobec ludzi, którzy występują przed kamerami. Niekiedy nawet wymagająca wręcz do przesady.Dystans zaufania! Dystans sprawdzenia! – ‚ Przed kamerami występuje pewien mój znajo­my. Człowiek, któremu wystarczy wyjść na estra­dę, aby na widowni natychmiast-zapanowało oży­wienie. Tak było i tym razem, recytował jakiś niezwy­kle śmieszny tekst. Sala pokładała się ze śmiechu. A ja,’ widz telewizyjny, nie chciałem być wyłą­czony z tej ogólnej wesołości. Lecz nie wiem dla­czego, od samego początku coś mi w tym prze­szkadza, zaczyna ogarniać mnie nuda. I nagle ubliżenie jego oczu — nie dostrzegam w nich ra-‚ dości, maluje się w nich pustka i. smutek. Dystans zaufania! Dystans sprawdzenia!

1 2 19 20 21 22 23 24